info

archiwum

linki

layout



Umieram.
Pranie, kuchnia, obiad, kolacja, podwórko, trochę kompa, książka i synio. 
Poza tym jeszcze 10,5 km na rowerku. Niemal nie mam siły myśleć. 
Wiem, że to niewiele, ale moja kondycja i organizacja wołają o pomstę do nieba i dopiero nad nimi pracuję. 

Wypracuję i kondycję i organizację.
Będę robiła 20x tyle ile wymieniłam dzisiaj. 
Nie będę po tym zmęczona.

I będę wierzyła w to, co wyrzej* napisałam - tak na dobry początek. 

Ale ogólnie jestem z siebie zadowolona.

Jutro idę do lekarza. Wypełniłam "zadanie domowe", leków nadal nie biorę i mimo drobnych złości czuję się całkiem nieźle.

*To jest efekt mojego zmęczenia. wyŻej oczywiście!
Nie mam zamiaru ukrywać popełnionych przez siebie błędów przy pomocy "Backspace". Muszę widzieć, jakie byki walę :)

2012-03-21 22:52:23 skomentuj (0)


Dzieciaczki, dzieciaczki...
Mam jednego, cudownego :) 
Czasami diabła wcielonego ale ogólnie lepszego F. nie mogłam sobie wymarzyć. Dzisiaj wyjątkowo usypiałam go ja a nie M. Było fajnie, bardzo, abrdzo fajnie... i Młodemu też zasypiało się fajnie, pomalutku i bez nerwów. W końcu poczułam się jak dobra mama na coś potrzebna mojemu synkowi :) To ja go uspokoiłam, to ja go tuliłam i to ja go uśpiłam.

Fajne zakończenie wieczoru. Fajniejsze niż fajne. 

I nawet się nie zdenerwowałam! Ogólnie całkiem niewiele się ostatnio denerwuję, więc mam dowód na to, że potrafię! Ale muszę chcieć i mieć motywację. Widocznie mam, bo nie przyjmuję od kilku dni żadnych leków a nerwy są nieduże. 

No nic, idę się dalej z siebie cieszyć :)

Branoc!

2012-03-20 23:37:19 skomentuj (0)


Mielone.
Zrobiłam. 
Zjemy i wracamy do domu. Z jednej strony fajnie, ale z drugiej znowu jakoś pusto będzie. Dwa dni, bo w piatek znowu jedziemy i tak do czerwca jeszcze. Jakoś wytrzymałam, ale męczące się to już robi :( 
Szkoda trochę tych weekendów, które możnaby poświęcić na cos innego niż tylko siedzenie z F. 
No ale nie ma tego zlego, odpoczynek tez jest dobry. OStatnio nawet mam go w nadmiarze :)

A teraz pora szykowania stołu do obiadu. Smacznego!

2012-03-20 14:20:59 skomentuj (0)


Ah, ah, ah!
Lepszej końcówki wieczoru nie mogłam sobie wymyślić! 

Szperałam dzisiaj w zmagazynowanych przez Teściów książkach. Każdą po kolei odkurzyłam, przetarłam i na wieczór znalazłam małe co nieco na dużą poprawę mojego humoru! L.M. Montgomery - Opowieści z Avonlea i Emilkę :D Cieszę się jak dziecko! 
Uwielbiam Maud, jej styl, humor, tematykę, bohaterów. Anię zaś ubóstwiam i jest to zdecydowany ideał, do którego staram się dążyć :) 

Jestem happy do tego stopnia, że nawet chyba hiszpański sobie daruję na dzisiaj. Kompletnie nie mam weny przy takim poziomie radości :D

Książki, książki, książki... to wracam do Bębenka :)

2012-03-19 22:02:53 skomentuj (0)


Guzik "edycja" mnie nie dotyczy.
Nie mam ochoty edytować. Więc piszę nową w czasie, kiedy Małżonek myje włosy. 
Ja już swoje załatwiłam, a po załatwieniu stwierdziłam, ze niebawem trzeba będzie pozbyć się odrostów. Zastanawiam się też skąd się właściwie wzięły po ledwie 2 tygodniach od farbowania... mają jakieś 5mm. Wyglądają okropnie... brązowo :) 

Reszta dnia poza niewielką scysją minęła całkiem nieźle. Od dwóch dni znowu siedzę nad hiszpańskim i nawet potrafię już co nieco powiedzieć o swojej rodzinie. Dział pierwszy zakończony, jeszcze tylko utrwalenie, powtórka i jakiś sprawdzianik. Stwierdzam, że to całkiem przyjemny język, służący przy okazji jako pożyteczny zapychacz. 

Mam tych zapychaczy chyba zbyt wiele. Ale chcę być perfekcyjna w końcu. Kiedyś będę i będę z siebie dumna :) 

Bez łaadu, składu i "motywu przewodniego" jak większość notek. Ale o to chodzi... czysta codzienność. 

Dobranoc.

2012-03-19 00:36:30 skomentuj (0)


Ciąg dalszy.
Życia ciąg dalszy :) Całkiem niezłego - dzisiaj humor niezly, a to zapewnie z powodu Teścinego metrowca i bitek, które mi się udały.

Poza tym w końcu czysty samochód napawa mnie optymizmem. Zupełnie bez sensu :) 

Aaa... później napiszę, bo jakos weny aktualnie nie mam. I bateria mi się kończy... shit!

2012-03-18 18:12:57 skomentuj (0)


Ah ta agresja
Najpierw ja, teraz Mąż. I co z tym fantem zrobić?

Ja się staram, z powodzeniem zresztą ograniczać poziom agresji, nerwów i ogólnej złości ale im jej we mnie mniej, tym w moim Mężu jej więcej. Nie wiem co mam z tym zrobić... może powinnam się przestać starać, to i Mąż wróci do normalności?

Marzy mi się bycie idealną Rodziną, zwłaszcza z mojej strony bycie idealną mamą, żoną i panią domu. Nie wiem jak sprawić, abym nauczyła się jeszcze bardziej o to starać. Chciałabym jednocześnie wiele czasu poświęcać na swój rozwój, czytać, oglądać filmy, uczyć się ale jednocześnie chciałabym podobną o ile nie większą część czasu poświęcać na dom, na rozwój synka, na to aby Mąż miał zawsze czyste wyprasowane rzeczy, pyszny dwudaniowy obiad z deserem... 
Do tego chciałabym miec perfekcyjny ogród, z grządkami i rabatkami pod linijkę, warzywami, ziołami i innymi bajeranckimi rzeczami. 

Właśnie... chciałabym. I co dalej?

Może gdyby mi się udało, to i Mąż i ja byłabym zadowolona? I synek? 

Eh... idealność mi się zamarzyła, do tego z codzienną dawką róbótek ręcznych, oprócz rzeczy wyżej wymienionych. Poproszę o pomnożenie doby conajmniej x3, to może się wyrobię.

2012-03-17 14:03:27 skomentuj (0)


Rybne dnia początki
Nastrój w dzień chyba rzeczywiście zależny jest od tego czy zje się śniadanie, czy nie :-)

Chyba, że tylko mój przypadek tak wygląda. W końcu jestem uzależniona od jedzenia. Zaczęłam dzień od pysznego dorsza upieczonego przez Ojca, coś cudownego! Młody dostał kotleta rybnego, a Mąż z powodu strachu przed ościami dostał kanapki. Więcej dorsza dla mnie... jami! 

Dzisiejszy dzień też minie pewnie pod znakiem codziennych czynności + czytania książek. Zarzuciłam już na ten tydzień hiszpański i rysunek dokumentnie. Niemożliwym jest niestety uczenie się go tutaj. I rysowanie :( ale nadrobię po powrocie i siądę ze zdwojoną siłą po odpoczynku. Wish me luck!

Poza tym męczy mnie katar, mógłby już przejść bo psuje mi całą zabawę z bycia posiadaczką dobrego humoru ;)

Idę do książek. Już nie mogę się doczekać!

2012-03-16 09:52:06 skomentuj (0)


Uroki żonowania.
No cóż... dzisiejszy dzień najlepszy nie był.
Młody wstał o 7:30 (zwykle wstaje o 9) z czego niezbyt zadowolony był urlopujący się Małżonek. Do tego za sprawą przeziębienia, Młodzież była niezbyt zdecydowana czy ma ochotę na śniadanie. Ogólnie humorek mu nie dopisywał, przez co Mężowi humor nie dopisywał , co z kolei mi działało na nerwy nieziemsko. 

Czas minął na czytaniu, ślęczeniu przed TV, robieniu obiadu i wkurzaniu się na Męża.

Wieczorem zaliczyliśmy dwa supermarkety i nabyliśmy nową książkę. Znowu. To już trzecia w tym miesiącu... nie potrafię się powstrzymać. Szczególnie ja.

W każdym razie nowy nabytek to 1Q84 - tom I. 

Teraz na tapecie Światła Września, ale już końcówka. Następny jest Blaszany Bębenek. 
Ehhh.... nie starczy mi życia na przeczytanie i nauczenie się wszystkiego, co bym chciała :( 


2012-03-15 22:51:30 skomentuj (0)


Nerwy, nerwy, nerwy...
Taakk, dzisiaj mam słaby dzień. Nerwowo.

Młody siedzi właśnie w kącie za nieposłuszeństwo. Kolejne, nawet nie wiem które dzisiaj. 
Cały dzień od 7:40 spędzam na słuchaniu "buczenia", płaczu i krzyku Młodego oraz na ganianiu za nim po mieszkaniu i zabieraniu z rąk tego, czego w nich być nie powinno albo odciąganiu go z miejsc, w których też go nie powinno być. 

Moje nerwy są już na skraju wytrzymałości i staram się usilnie je powstrzymać przed wybuchem. Jakoś idzie póki co... 

Jak długo wytrzymam nie wiem. Tym bardziej, że pół nocy się budził z dużym płaczem przez zapchany nos (się bidok przeziębił), więc i ja i on jesteśmy średnio wyspani. Nie mamy też ze sobą zabawek, którymi mógłby się zająć. Koszmar jakiś poprostu... 

Mam w planie zakończyć dzisiaj dwie książki, ale nie wiem co z tego będzie przy takim poziomie rozrabiactwa. Hiszpański leży od trzech dni nie ruszony, rysunek jeszcze dłużej bo nie mam czasu albo już jestem wieczorem tak zmęczona, że słabo kontaktuję. 

Młody został wlaśnie wypuszczony z kąta... pewnie zaraz będzie wyłączony komp albo usunie to co napisałam, więc lepiej już dodam :-)

Byle jak najszybciej osiągnął jakiś sensowniejszy wiek. Póki co za miesiąc mamy 2 latka, więc jeszcze fsiubzdziu w głowie :-)

Miłego dnia!
Życzę przede wszystkim sobie... mam powody ;-)

2012-03-14 14:58:12 skomentuj (0)